Co mnie urzekło na The Way Ahead

Już ponad tydzień minął od wielkiego wydarzenia, jakim bez wątpienia byłoThe Way Ahead w Poznaniu. Jednak wciąż mam przed oczami ten tłum ludzi, słyszę w głowie ten potężny głos Tony'ego Robbinsa, a emocje nadal mnie nie opuściły - serce bije szybciej, gdy przypomnę sobie najważniejsze dla mnie momenty, które powstały w mojej głowie nie z powodu samego Tony'ego - tylko skąd? Czytajcie dalej :)

Bilet na ten event kupiłam w pierwszej promocyjnej puli, która ukazała się pod koniec sierpnia zeszłego roku. Pamiętam, że wtedy wahałam się, czy kupić ten bilet, czy nie. Miałam wtedy sporo wydatków związanych z urządzaniem swojego mieszkania i mój węwnętrzny głos mówił mi, żeby tej wejściówki nie kupować, tylko poczekać, aż będę mieć większą płynność finansową. Z drugiej strony jednak czułam, że jak tego wtedy nie kupię, to będę tę decyzję ciągle odkładać i może się zdarzyć, że w ogóle tam nie pojadę, bo z biegiem czasu znajdę sto tysięcy różnych wymówek, dlaczego coś innego w tym czasie miałoby mieć dla mnie wyższy priorytet. Cieszę się, że tamtej nocy jednak podjęłam decyzję, by przelać te 1250 zł na konto weyou, bo gdybym tego wtedy nie zrobiła, prawdopodobnie odpuściłabym ten event i nie wiedziałabym, czego mogłam żałować. Dlaczego bym nie pojechała? Jak wspomniałam wyżej - pojawiłyby się wymówki - mieszkanie pożerało i wciąż pożera masakryczne kwoty z mojego konta (jednak wiadomo - jeśli czegoś bardzo pragniesz, to zawsze na to znajdziesz pieniądze). Drugi powód - miałam pewien przesyt spowodowany udziałem w wielu szkoleniach - praktycznie co drugi weekend spędzam poza domem szkoląc się sama lub edukując innych. Na tydzień przed eventem czułam, że jest tego wszystkiego dla mnie za dużo - miałam już trochę dość słuchania mówców motywacyjnych na żywo czy na YouTubie, bo ciągle miałam taką okazję na wyjazdach lub ktoś udostępniał jakiś ciekawy film na Facebooku. Brakowało mi czasu na wcielanie tych wszystkich wartościowych lekcji w życie - w weekendy szkolenia, a w tygodniu natłok pracy i obowiązków sprawiał, że nie miałam kiedy realizować swoje pasje, czy postanowienia podjęte na szkoleniach. Miałam ogromną wewnętrzną potrzebę stworzenia czegoś swojego, zamiast ciągłego oglądania i słuchania innych. Przez ostatni rok czasu byłam na większej liczbie szkoleń i przeczytałam więcej książek z dziedziny rozwoju osobistego niż w ciągu całego swojego życia. Wtedy w sierpniu zeszłego roku byłam właśnie w transie szkoleń i książek, i chyba to spodowowało głównie, że jednak kupiłam ten bilet, idąc za ciosem.

W czwartek rano wyruszyliśmy z Trójmiasta do Poznania. Prawie całą drogę milczałam, gdyż miałam mieszane uczucia, czy na pewno chcę tam jechać - w głowie plątały mi się różne myśli. Po dojechaniu do Hotelu System, gdzie zarezerwowałam noclegi dla naszej sporej ekipy, od razu musiałam z Krzysiem pojechać do Przeźmierowa, gdyż prowadził tam forum dla znajomych Janusza, który mieszka pod Poznaniem. Praktycznie tylko wrzuciłam walizkę do pokoju i wyruszyliśmy do centrali Arum. Krzysztof pierwszy raz prowadził forum bez prezentacji multimedialnej, posługiwał się jedynie flipchartem (Mikołaj za późno nam powiedział, że nie ma projektora) i wyszło mu bardzo dobrze - zresztą, jak to Zbyszek ładnie określił - Trener Edukacji Finansowej zawsze sobie da radę. Po powrocie z forum w hotelu czekala na nas impreza - w końcu było nas ponad 20 osób, nie wszyscy się znali, więc trzeba się było zintegrować. Na szczęście w obcych miejscach mam tak, że obojętnie o której pójdę spać, to i tak wstanę na czas (w domu niestety to nie działa :P). Tym razem obudziłam się przed czasem, a właściwie to obudził mnie sms od Witolda Casetti: "Dziś Tony Robbins! A ty - będziesz na Robbinsa?". Tak, będę na Robbinsa :P Z hotelu postanowiliśmy wziąć taksówkę na MTP - swojego czasu często bywałam na imprezach trancowych w Poznaniu i pamiętam, że te taxi były tanie jak barszcz w porównaniu z cenami w Trójmieście. Od tamego czasu nic się nie zmieniło, bo za przejazd zapłaciliśmy niecałe 20zł.

Foto: Fanpage Milewski & Partnerzy
Organizacja całkiem sprawna, kolejki do rejestracji  były szybko obsługiwane. Wchodząc na salę i szukając swojego sektora, wciąż miałam w głowie różne myśli, czy dobrze zrobiłam, że tu jestem. Dzień wcześniej wydarzyła się też przykra sytuacja dla mnie, która spowodowała m.in. mój wewnętrzny niepokój i negatywną energię. Może właśnie z tego powodu nie bawiłam się dobrze pierwszego dnia. Czułam się trochę rozczarowana, gdyż oczekiwałam merytoryki i konkretnych informacji, a nie tylko pompowania pozytywnej energii i uwalniania emocji... Dlatego po pierwszym dniu byłam właściwie zawiedziona - nie dostałam tego, czego oczekiwałam. Do tego mój zły nastrój i świadomość, że nic nowego Tony nie wniósł do mojego życia, bo wszystko, co było powiedziane, znałam już z jego książek, spodowodały, że klaskanie, krzyczenie, skakanie pod sufit, i tańczenie na krzesłach co 1,5h mnie wręcz irytowało. Jednak pozostałe 7 500 ludzi na sali bawiło się doskonale - w tym moje Liderki z Oriflame Emilia i Beata. Czasem miałam wrażenie, że tu w ogóle nie pasuję i po co w ogóle pojechałam. Momentami się wręcz nudziłam, pisząc po raz setny niektóre zdania w zeszycie - czułam, że mam przesyt tych szkoleń.

Co mnie tak naprawdę urzekło podczas tych 2 dni z Tonym Robbinsem?

Na pewno dla osób, które były po raz pierwszy na takim evencie, było to niesamowite wydarzenie, świetnie się bawili i wyciągnęli dla siebie kilka wartościowych lekcji. Ja niestety nie nauczyłam się niczego nowego, ale nie żałuję ani chwili, gdyż najbardziej zależało mi na byciu tam razem z moimi Liderkami. Rozmowy do nocy w pokojach hotelowych, bycie razem, dzielenie się wrażeniami i pasją, wspólne zdjęcia, toasty, wymiana opinii - to były dla mnie rzeczy absolutnie bezcenne i nie zapomnę tych chwil do końca życia :)

Co mnie urzekło w niedzielę?

A teraz zdań kilka na temat ostatniego dnia, niedzieli, która okazała się dla mnie najbardziej wartościowa. Pierwsze wystąpienie o 8:30 należało do Kuby Rajkiewicza, którego znam od prawie roku z jego szkoleń prowadzonych w Arum. Byłam pod ogromnym wrażeniem przemiany, jaką przeszedł przez te ostatnie miesiące - na scenie prezentował się fenomenalnie! Ciekawa jestem, co czuł, wychodząc na scenę i widząc tłum 7500 ludzi - to zdecydowanie wywołuje inne emocje niż kilkudziesięcioosobowa publiczność. To, co mi najbardziej utkwiło w pamięci z jego wystąpienia to to, żeby mieć odwagę do podejmowania działań, które czujemy, że przybliżą nas do upragnionego celu oraz mocno wierzyć w siebie, nawet gdy wszyscy inni w nas zwątpili. Znam dużo trenerów, którzy mają większe doświadczenie od Kuby, a nawet być może są lepsi  od niego merytorycznie czy technicznie, ale to właśnie Kuba wystąpił na scenie obok Tonego Robbinsa, a nie inni trenerzy. Dlaczego? Bo miał odwagę napisać do Łukasza Milewskiego głupią wiadomość na Facebooku i zaproponować spotkanie. Miał swój cel i ogromne pragnienie jego realizacji - i po prostu to zrobił. Nie patrzył na to, że jeszcze czegoś nie umie, że nie jest doskonały, że może inni są lepsi. Po prostu przed oczami miał swój cel i do niego dążył. Za wszelką cenę. Za tę odwagę i determinację go ogromnie podziwiam.

Foto: Milewski & Partnerzy
Kolejną osobą, która mnie urzekła na The Way Ahead był Andy Harrington - brytyjski specjalista od wystąpień publicznych. Ponieważ jestem osobą o typowo niebieskim typie osobowości (umysł analityczny) - z jego wykładu wyciągnęłam dla siebie najwięcej wartościowych informacji. Dla mnie był po prostu perfekcyjny - a akt sprzedaży, którego dokonał pod koniec swojego wystąpienia - istne mistrzostwo świata! Wyobraźcie sobie tłum około 2 tysięcy ludzi idących jak zahipnotyzowanych pod scenę, by kupić jego szkolenie w wyjątkowej cenie 5000 PLN zamiast 30.000 PLN!  Byłam w ogromnym szoku - ludzie, którzy nie mieli własnych biznesów ani żadnych funkcji kierowniczych na etacie, szli jak w amoku pod scenę, by kupić to szkolenie. Pragnę dojść kiedyś do takiej perfekcji, by również tłum ludzi w 15 minut kupił moich szkoleń/produktów za 1 mln zł :)

Niestety nie miałam okazji posłuchać Mariusza Szuby (nigdy nie byłam jeszcze na jego szkoleniu), gdyż miała ważne spotkanie biznesowe z Natalią w sprawie jej rozwoju w Oriflame. Szuba też pewnie trafiłby w mój gust, bo jego szkolenia podobno są bardzo merytoryczne.

Jednak osobą, która zrobiła największe show (dosłownie: show!) na tym evencie był bez wątpienia Mateusz Grzesiak! Porwał publiczność - ludzie płakali, śmiali się, wiwatowali, wzruszali, skakali, klaskali podczas jego wystąpienia - to były niesamowite emocje. Po wykładzie otrzymał owacje na stojąco i publiczność długo nie pozwoliła mu zejść ze sceny - co możecie zobaczyć na filmie, który nagrałam:


Mateusz nagrał też krótkiego insighta z udziałem publiczności:


Podczas swojego wystąpenia pokazał wszystkie pozytywne cechy Polaków oraz zwrócił uwagę na to, jak je zepchnęliśmy gdzieś na dno, pokazując całemu światu negatywne stereotypy typu "Każdy Polak to złodziej", "Tylko kombinowaniem coś da się w życiu osiągnąć" itd.


Podsumowując - to były 3 niesamowite dni pełne emocji, energii na najwyższym poziomie, wspaniałych ludzi oraz wartościowych lekcji. Ostatni dzień udowodnił, że w Polsce mamy też wyjątkowych mówców i trenerów i wcale nie musimy jeździć za granicę, ani ściągać coachów z innych Państw, bo wiedza i umiętności Polaków są na bardzo wysokim poziomie! Korzystajmy z ich doświadczenia i wdrażajmy to wszystko w życie - bo wiedza bez działania jest bezużyteczna - wiele osób o tym zapomina i po szkoleniu odkłada wiedzę na półkę, licząc na to, że może kiedyś coś w ich życiu się zmieni. Nie. Nie zmieni się. Albo działasz od razu albo dalej wegetujesz. Wybór należy do Ciebie.

0 komentarze: