Tęsknota za latem

Nienawidzę zimy, śniegu, jesiennej aury, braku słońca, mokrych butów, odmarzniętych palców, krótkich dni i tego wszystkiego co jest za oknem w okresie od października do marca. Po prostu nienawidzę. Demotywuje mnie to do tego stopnia, że potrafię mieć "dzień dresa" kilka razy w tygodniu - praktycznie nie wychodzę wtedy z łóżka i cały dzień biegam w piżamie. Mogę sobie na takie dni pozwolić, bo pracuję w systemie MLM. Ma to też swoje minusy - ponieważ jest to biznes oparty o relacje, trudno jest zbudować pozytywną atmosferę podczas rozmowy przez telefon, gdy się siedzi pod kocem i w głowie ma "kiedy w końcu przyjdzie wiosna". W takie przygnębiające dni pracuję tylko online - media społecznościowe mają to do siebie, że można tam ukryć swoje emocje. Gdy z kimś piszesz na czacie, on ciebie nie widzi i nie słyszy, nie domyśli się, że "dziś nie jest twój dzień" - chyba, że będziesz używać niemiłych słów, ale nad tym, co się pisze, można zapanować - zanim coś wyślesz, możesz 10 razy przeczytać, skasować i napisać od nowa. Podczas spotkania face2face tak się nie da. Nawet przez telefon tak się nie da. W twoim głosie rozmówca po drugiej stronie od razu wyczuje, że "coś jest nie tak". Dlatego jesienią i zimą pracuję głównie online, bo po pierwsze nie muszę w takie ponure dni nigdzie wychodzić, a po drugie nie muszę przez telefon udawać, że jest super, kiedy czuję, że brakuje mi pozytywnej energii. Ma to też swoje minusy - kiedy czujesz się źle i prowadzisz zwykły czat, wszystko odbierasz z większą wrażliwością i niekiedy przykrość sprawia ci to, co napisze twój znajomy, choć wcale nie miał złych intencji - on po prostu nie wiedział, że coś jest nie tak, bo nie da się tego wyczytać ze zlepku kilku liter, które zawsze wyglądają tak samo.

Ale właściwie to nie o tym chciałam dziś napisać. Celem tej notki było pokazanie, w jaki sposób dodaję sobie zastrzyku energii podczas zimowych dni. Pewnie tutaj odkrywcza nie będę, bo wiele kobiet w ten sposób poprawia sobie nastrój. Tak. Chodzi o zakupy. Jak to się mówi - "pieniądze szczęścia nie dają... dopiero zakupy". Tak naprawdę to ja nie lubię chodzić po sklepach i kupować niezliczonych par butów czy zestawów ciuchów pod wpływem emocji, bo wtedy wydajemy znacznie więcej niż powinnyśmy. Ja na zakupy wybieram się tylko w tym czasie, gdy wiem, że będą przeceny. Staram się wyszukiwać najlepsze okazje, a jednocześnie wydawać pieniądze na coś, co naprawdę mi się przyda (aczkolwiek są odstępstwa od tej reguły :P). Stwierdziłam, że dobry czas jest właśnie teraz - po Świętach i Sylwestrze ludzie są pewnie spłukani, a w sklepach nie zeszło to, co miało się sprzedać do Świąt. I co się okazało? Przeceny były, tak jak się spodziewałam, ale ludzie jednak wcale nie są spłukani (albo kupują na krechę :P?), bo było ich pełno w Galerii. I tym razem znalazłam dla siebie coś w super cenie:



Taaa daaa! Piękny turkusowy stój kąpielowy. Po co mi to zimą? Po pierwsze za 11 dni ląduje na Teneryfie (wprawdzie jest tam tylko 20'C, ale wierzę, że podczas mojego pobytu będzie na tyle słonecznie, że będę mogła się poopalać), a po drugie - takie rzeczy mnie motywują. Dlaczego? Dzięki temu mam inne nastawienie - myślę już o lecie, co wywołuje u mnie pozytywne emocje i zmienia moje myślenie - skupiam się na tym, by odpowiednio się przygotować do wakacji, zamiast na tym, że na dworzu jest zimno, ciemno i brzydko :P A oprócz tego oducza mnie to jedzenia słodyczy: "jeszcze jedna czekoladka i się nie zmieścisz w to bikini latem". Oczywiście nie kupiłabym tego, gdyby nie cena - góra za 20zł (obniżka z 60zł), a dół za 10zł (obniżka z 50zł).



Lubię takie zakupy :) Miesiąc temu trafiłam na podobną promocję w sklepie Cubus - likwidowali salon w Rumi i wyprzedawali wszystkie rzeczy po 5-10 zł. Takim sposobem zaopatrzyłam się też w takie bikini:


Komplet za 20 zł + kolczyki z cyrkoniami gratis. Jak patrzę na te stroje, to już nie mogę się doczekać mojego wylotu. Dodaje mi to energii. Motywuję się też zdjęciami z mojego pobytu na Teneryfie w styczniu 2011 (byłam praktycznie w takim samym okresie 14-22 stycznia, a w tym roku będę 15-23 stycznia) i lutego 2012. W tym roku mam zamiar przywieźć ze sobą równie dużo zdjęć, aby móc się nimi cieszyć zimą.



A jakie Wy macie sposoby na poprawę nastroju zimą? Co Was motywuje?

2 comments:

  1. hmmm... ja na poprawę nastroju zimą mam taniec zumby :) nic mi tak nie poprawia humoru niż dawka tańca przez 2 godziny :) wieczorem kąpiel z bąbelkami , w łóżku ciekawa książka i gorące kakao :) obs.

    http://emibloguje.blogspot.com

    ReplyDelete
  2. Ja akurat zumby nie czaję :D byłam raz i stałam przez całą godzinę w miejscu bo nie mogłam załapać rytmu:) jedynie sobie muzyczki posłuchałam :P

    ReplyDelete